Dokąd wędrują kamyki

‍

Joanna Concejo, Gilles Baum

Tytuł oryginalny: Ricochets

Przekład: Dorota Hartwich

‍

64 strony, 48 ilustracji

24 x 30 cm

Oprawa twarda

ISBN 978-83-977408-3-9

Opowieść o przebudzeniu, sile drobnego impulsu i odzyskiwaniu kontaktu z tym, co żywe. Spotkanie z drugim człowiekiem — nieznanym — staje się początkiem zmiany i nowej energii. Pokazuje, że czasem wystarczy jeden gest i czyjaś obecność, by wszystko ruszyło na nowo.

‍

„Mocna, wizualna metafora zmiany i rewolucji”

‍

PREMIERA 16.10.2026

Joanna Concejo

‍Ilustratorka

‍

Joanna Concejo urodziła się w 1971 roku na Kaszubach. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu. W 1994 roku przeprowadziła się do Francji, najpierw na przedmieścia Paryża, a następnie na południe kraju. Pracę jako ilustratorka rozpoczęła pod koniec lat 90. Od tego czasu opublikowała wiele książek na całym świecie. W wydawnictwie Format wydała m.in. bestsellerowe „Zgubioną duszę” i „Pana Wyrazistego” (obie książki z tekstami noblistki Olgi Tokarczuk, przetłumaczone na ponad trzydzieści języków), „M jak morze”, „No chodź”, „Pan Nikt”, „Książę w cukierni”, z tekstem Marka Bieńczyka.

‍

‍

➤ Poznaj inne książki Joanny

‍

Gilles Baum

Autor

‍

Gilles Baum urodził się w 1975 roku w Miluzie, we Francji. Po ukończeniu studiów matematycznych rozpoczął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Swoje pierwsze teksty dla dzieci pisał po kryjomu, w zaciszu własnej kuchni. Jest autorem ponad trzydziestu książek obrazkowych, dwóch powieści oraz czterech sztuk teatralnych. Za książkę „Fechamos” (z ilustracjami Régisa Lejonca), otrzymał wyróżnienie jury Targów Książki Dziecięcej w Bolonii w 2022 roku. „Dokąd wędrują kamyki” to pierwsza książka stworzona z Joanną Concejo, a zarazem pierwsza książka autora wydana w Polsce.

‍

Ważne pytania

Autor o książce

Jak powstał pomysł na tę historię i czy od początku wiedziałeś, jak się zakończy?

Zazwyczaj rzucam się w nową historię pod wpływem impulsu, z radością, bo mam w głowie kilka słów, które mi się podobają, zdanie, które mnie urzekło, pomysł będący jeszcze kłębkiem nici, z którego chcę wyciągnąć jedną... Zaczynam pisać i potem nadchodzi najtrudniejsze: znaleźć zakończenie. Tak bywa często. Radość zamienia się wtedy w mozół, poszukiwania, wątpliwości. W przypadku „Dokąd wędrują kamyki” było zupełnie odwrotnie, ponieważ kulminacyjny punkt tej opowieści rozegrał się na moich oczach…

Co cię zainspirowało?
<

Pewna scena, której byłem świadkiem. Zobaczyłem złamanego człowieka, z zaciśniętą szczęką, który na powrót stał się ojcem w oczach swoich dzieci dzięki jednej prostej sytuacji: puścił kilka kaczek na stawie przy drodze. Z tej świetlistej chwili, z tego wskrzeszonego człowieczeństwa, musiała powstać historia. Bo ona już tam była przede mną, gotowa, przy drodze. Ja znalazłem się tam po niej, już jako narrator. Tym razem więc znalezienie zakończenia nie było trudne; powstało tuż po ostatnim rzucie kamykiem, jeszcze lepszym niż wszystkie poprzednie. Usłyszałem w głowie pytanie: a co, jeśli ten kamień nigdy się nie zatrzyma? Pragnąłem tego z całej duszy – żeby przeciął wodę, przeciął równinę, leciał w dal, prosto przed siebie. A może ten kamień mógłby pociągnąć za sobą stojące wody w tym i innych okolicznych stawach? Na tę myśl mocno biło mi serce.

Finał tej historii podarował ci los. Jak znalazłeś jej początek?
<

Tak, miałem już zakończenie, więc zostało mi napisanie początku historii. Mogła to być podróż rodziny szukającej schronienia; wolałem jednak opowiedzieć o tym, co zobaczyłem na dnie otchłani pozostawionej przez staw, starannie spisać kronikę, kronikę wioski – jednej z wielu. W ten sposób historia była kompletna, gotowa do opowiedzenia. Mogłem ją wtedy powierzyć ołówkom i kredkom Joanny, by książka stała się faktem. To jednak nie był koniec moich odkryć.

Ilustratorka o książce

Która z ilustracji była dla ciebie punktem zwrotnym?
<

Nie pamiętam, która z ilustracji była punktem zwrotnym, chyba takiej nie było… Książka nabrała kształtu po tym, kiedy „przyszedł” do mnie pomysł na historię opowiadaną w pociągu – przez pasażera drugiemu przygodnemu pasażerowi, a może nawet kilku pasażerom, bo podróż trwa cala noc. To ten rodzaj sytuacji, kiedy rozwiązuje się język, kiedy skłaniamy się ku opowieściom. Wspominam takie podróże, zdarzyły mi się.Pamiętam, że na pierwszej ilustracji była woda, lekko w sepii, w której wśród liści, na dnie, uważny czytelnik dostrzeże patrzące na niego oko. Nie wiadomo czyje.

Jak narysować ruch w świecie, który jest nieruchomy?
<

Nie wiem, jak narysować ruch, dużo sobie tutaj pomagałam kolorem i ręcznie robionymi, barwionymi papierami, które kiedyś sprezentowała mi pewna Pani w Tuluzie, mówiąc mi, że ma nadzieję, iż kiedyś znajdą się w którejś z moich książek. Był w nich jakiś wibrujący kolor, potencjalna moc i ruch, tyle, że tylko uśpione… Miałam szczęście, bo wśród tych papierów był też jeden z « wielką falą » , którą wykorzystałam w kulminacyjnym momencie książki.

Co chciałaś zostawić w tej książce niewypowiedziane?
<

Wydaje mi się, że wszystko co jest narysowana w tej książce, jest właśnie tym, co zostawiam jako niewypowiedziane. Obraz opowiada inaczej, obraz nie wypowiada. Nie daje jasnych i jednoznacznych odpowiedzi, nie zamyka w określonych miejscach, nie przypisuje do konkretnych osób. Tworząc te książkę, chciałam, by była ona osadzona w rzeczywistości, w możliwym, zwyczajnym spotkaniu ludzi w pociągu. Cała reszta miała być jednak trochę nierealna, baśniowa. Chciałam, żeby miała w sobie coś z cudu.

Wspaniała, wielowątkowa opowieść graficzna dziejąca się na pograniczu jawy i snu, między podróżą a pobytem w nie-miejscach (za Markiem Augé). Tym nie-miejscem jest zarówno dworzec oraz wnętrze pociągu, jak i tajemnicze mokradło, błotnisko, które stanowi uniwersum egzystencji pewnej społeczności. To świat „rozmyty” przez wszechobecną wodę, która jednak nie ma w sobie siły nurtu, potencjału zmiany. Surrealny, monochromatyczny pejzaż, w którym wielkie ryby przepływają, niby wśród wodorostów, między budynkami mieszkalnymi dyktuje wyciszone szarości i ciemną tonację pierwszej części tej głównie wizualnej narracji. Pewnego dnia na niebie pojawiają się pomarańczowe, jaskrawe światła sztucznych ogni. (…) Paleta się rozjaśnia, a otoczenie nabiera sobie właściwych barw.
(…) Operowanie w głównej mierze obrazem stanowi o potencjale warsztatowym tej książki, o uniwersalności jej przekazu. Wprowadzenie czynnika sprawczego w postaci obcego/innego daje możliwość otwartych interpretacji, podobnie jak stojąca woda będąca symbolem stagnacji, bierności, braku nadziei. Żywiołowość, szczerość i ciekawość dzieci stanowią tu o obietnicy i możliwości zmiany, o sile nadziei właśnie.
Przepiękne, z czułością rysowane, a w efekcie niezwykle malarskie pejzaże i sceny rodzajowe Concejo są spoiwem zarówno wizualnym, jak i narracyjnym tej książki.

‍

dr Anita Wincencjusz-Patyna, ASP Wrocław

‍

W tym alegorycznym i surrealistycznym dziele tekst Gillesa Bauma staje się metaforą szarej rutyny, która często nas pożera, usypia, tłumi chęć przekraczania granic i zamyka drogę do odkrywania świata. Wchodzimy w poetycki, a zarazem wizjonerski świat, w uniwersum mistrzowskich rysunków Joanny Concejo, która tworzy sugestywną aurę snu i subtelnego niepokoju, oddając ją w miękkich, zamglonych ilustracjach. Zanurzamy się w tę przestrzeń, dajemy się jej pochłonąć i już nie chcemy z niej wyjść.

‍

Loris Gualdi, Fondazione CIF Formazione, Genova

‍

Towarzyszą nam: